niedziela, 26 stycznia 2014

PROLOG


- Tokio, dom Sakury -

 Pewnego poranka w błękitnej sypialni, ze snu budziła się różowowłosa dziewczyna. Na jej bladej twarzyczce zagościł lekki uśmiech, spowodowany dzisiejszą imprezą. Podobno jej przyjaciółka Hinata przyjdzie ze swoim nowym znajomym. Sakura - bo tak miała na imię dziewczyna - była ciekawa owej postaci. Zastanawiała się jak jej nadmiernie nieśmiała kumpela znalazła sobie kogoś. Lecz nie w tym tkwił haczyk. Dziewczyna była zazdrosna o nią, gdyż również chciała zaznać zauroczenia.

 Po chwili rozmyślań, wstała i skierowała się w stronę szafy z jasnego drewna. Wyciągnęła z niej czarne szorty i morską bokserkę, która odkrywała brzuch. Z wolnostojącej komody zabrała dodatkowo dwie kolorowe bransoletki. Zadowolona swoim wyborem kreacji, udała się do łazienki. Tam wzięła szybki, orzeźwiający prysznic, owinęła się w ręcznik i zaczęła czesać swoje różowe gładkie włosy. Następnie ubrała się w przygotowany strój i spojrzała w lustro.

- Nie jest tak źle. - powiedziała cicho do siebie i zalotnie puściła oczko. Wyszła z łazienki i chwyciła do ręki swój telefon w kolorze bananowym. Wykręciła numer do Hinaty. Chciała zapytać o szczegóły dotyczące dzisiejszego spotkania. W końcu jej przyjaciółka nie powiedziała jej kiedy dokładnie jest impreza i gdzie.
Odebrała po paru sygnałach.
-Halo? - usłyszała jej cichy głos.
- Cześć, Hincia. Chciałam się dowiedzieć gdzie impreza ma się odbyć... i kiedy. - wyjaśniła.
- Tak... Matko! Nie powiedziałam Ci? - zapytała z niedowierzaniem.
- Nie... Ostatnio chodzisz z głową w chmurach. Ten chłopak chyba jest wyjątkowy... - powiedziała i zaśmiała się.
- Sakura-chan! - krzyknęła zawstydzona.
- No dobrze, już dobrze. To kiedy i gdzie?
- O dwudziestej w moim domu.
- Aha... Trzeba było tak od razu! - zaśmiała się.
- Oj, no sorki. Dobra muszę kończyć, pa pa! - rozłączyła się.
 Sakura westchnęła i odłożyła komórkę na swoją poduszkę. Wolnym krokiem ruszyła po gumkę do włosów, żeby je związać. Pomyślała by nie tracić czasu i iść trochę pobiegać.

- Pobliski Park -

 Biegała już jakieś pół godziny, więc postanowiła odpocząć. Po jej brzuchu spłynęło kilka kropel potu. Ogólnie w parku było wiele osób, które przyszły tutaj odpocząć i popodziwiać piękno tego ciepłego dnia. W końcu było lato. A... jeśli chodzi o osoby, które przyszły tu podziwiać... to miałam na myśli męską część społeczeństwa. W końcu nasza bohaterka nie była znowu taka nieurodziwa. Wręcz przeciwnie. Jednak nie potrafiła znaleźć tego jedynego, który rozpalił by jej serce.
 Nagle poczuła wibracje w kieszeni. Wyjęła swój telefon i wcisnęła zieloną słuchawkę.
- Halo? - zapytała, lekko sapiąc.
- Cześć. Tutaj Neji. - uśmiechnęła się słysząc jego głos. Dawno go nie widziała.
- Neji! Będziesz dzisiaj u Hinaty? - spytała, głosem pełnym nadzieji.
- Tak, będę. Dawnośmy się nie widzieli. - na jej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
- No, tęsknię. - zaśmiała się. - A co tam u ciebie?
- Po staremu. Tak właściwie dzwonię w konkretniej sprawie. Wiesz kiedy Kiba ma urodziny? - zagadnął.
- Kiba... Hm... - zastanowiła się. - Siódmego lipca. - odpowiedziała.
- Właśnie. A dzisiaj mamy?
Sakura natychmiastowo się podniosła i wytrzeszczyła oczy.
- Dzisiaj jest czwarty lipca! - podniosła głos, czym zwróciła uwagę kilku osób. Opanowała się i z powrotem usiadła.
- Spokojnie. Dzisiejsza impreza jest po to aby omówić jego urodziny, ale i również, aby uczcić to że Hinata poznała ostatnio fajnego chłopaka o imieniu Naruto i... - zatrzymał się.
- Co? Pewnie są razem. Ciekawe jaki on jest. - rozmarzyła się.
- D-Dokładnie. Naruto weźmie na imprezę również swojego przyjaciela. Nie jest chyba taki zły. - wytłumaczył.
- Okej, Neji. Na imprezie na pewno się zjawię, a teraz muszę kończyć. Do zobaczenia. - pożegnała się.
Włożyła telefon do spodni i spojrzała przed siebie. Zachwyciła się wyglądem jaki zauważyła. Przed nią stała alejka z pięknych, zakwitniętych drzew wiśni. Dziwiła się, że wcześniej ich nie widziała.
Wstała i zaczerpnęła świeżego powietrza. Miała ochotę się roztopić. W końcu na dworze było już grubo ponad trzydzieści stopni Celsjusza. Przeciągnęła się delikatnie, eksponując swój brzuch i pobiegła w stronę domu.



Od Autora: Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał. W sumie to tylko prolog, a i tak trochę długaśny XD To ja spadam :) Papa :D
Haha... tu taki dodatek :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz